Dylematy drapacza.

W jedno letnie, słoneczne popołudnie drapak zepsuł się ostatecznie. Rudy drapieżca ocknął się z drzemki w plamie słońca i poczłapał w stronę ulubionego punktu obserwacyjnego, siedzenie na słupku drapaka dawało zupełnie nową perspektywę no i poza tym przeciąg przyjemnie przeczesywał futro na grzbiecie… sus i przysiad, ale drapak zamiast zachwiać się i ustawić pod zauważalnym ale znośnym kątem zachwiał się i nie chciał przestać się chwiać, rudy zsunął się na podłogę, no cóż, zawsze można podrapać.. ale i drapanie się tego dnia nie udało, sznurek dotąd mniej lub bardziej starannie ownięty wokół słupka rozwinął się po pierwszym zahaczeniu i opadł na rudy łepek. Rozczarowanie! Cóż, rozczarowany drapieżca zasiedlił drugorzędne punkty obserwacyjne ale nie było na czym porządnie ostrzyć pazurów. Szylkretowa koteczka jakoś sobie radziła i regularnie pokazywała rudemu porządnie zaostrzone szpony ale rudy mimo ponawianych prób tropienia krok w krok, nie zdołał odkryć gdzie kryje się owo dobre miejsce do drapania. Próbował więc na własną łapę:
– skórzane sofy – za śliskie i za dużo krzyków
– drewniane nogi od łóżka – za twarde
– poduchy – za miękkie
– pudełka – najlepsze ale za szybko się zużywają
– dywan – niezły ale zahacza i trzyma kocie łapki
Pionowym wreszcie musiało sie znudzić zbieranie ze zmechaconego dywanu kartonowych wiórków, pomogło także kilka smutnych spojrzeń rzuconych w odpowiednim momencie spod zepsutego drapaka, bo niedawno pojawił się zupełnie nowy, pachnący kocimiętką Nowy Drapak. Co prawda nie ma gdzie usiąść, ale za to można spać na prawdziwiej wiklinie i drapać do woli!

Zaczajanki

Czasami galopki same z siebie nudzą się futrzastym. Pościgi za wymyślonymi zdobyczami i wpadanie pod nogi zaskoczonych pionowych z bojowym okrzykiem jest fajne, ale drapieżnik musi czasem się zaczaić.

Są zaczajanki przypadkowe – oto tropiący z uporem jakiegoś małego robaczka po całym domu rudy zagląda do sypialni i postanawia sprawdzić pod łóżkiem, nigdy nie wiadomo z robaczkami. Drzemiąca na łózku szylkretowa, obudzona zbyt głośnym niuchaniem nie może przegapić okazji…

Umyślne – gdy widać tylko czubek drgającego szylkretowego ogonka a za moment futrzasta torpeda wypada zza drzwi i łomocze rudego pomiędzy zaskoczone oczy.

Nieudane – nieco rzadziej widać drepczącego tylnymi łapkami rudego, który nagle wypada zza sofy i wpada w koteczkę, momentalnie zmieniającą się w najeżony pazurami kłąb…

Bezczelne – gdy szylkretowa spłaszcza się na środku pokoju i tylko czeka na pretekst…

Ukryte – gdy rudy starannie chowa się za wyrośniętym łanem trawy i gnorując swoje wrodzone posapywanie stwierdza, że teraz to się można porządnie zaczaić…

I niedokończone – gdy zaczajony i nieco znudzony powoli zbliżającą się zdobyczą drapieżnik poddaje się niespodziewanemu atakowi drzemki…