Letnie pastwisko

Ha, znów nadeszła ta pora roku, kiedy kocia trawa rośnie jak szalona, w kilka dni wyrasta prawdziwe pastwisko (zapewne pomagają te uporczywe deszcze…). Rudy Drapieżca podkasza radośnie ze wszystkich stron, jak się rozpędzi to potem po mieszkaniu leżą wypluwki z całych źdźbeł, Szylkretowa Koteczka niby nie przejmuje się trawskiem, ale jednym okiem ocenia dojrzałość, Puszystego Szelmy zielenina nie interesuje, on woli jak mu Pionowi ugotują fasolkę szparagową, najlepiej z masłem. Drapieżca bardzo pilnuje swoich upraw, jak tylko usłyszy, że ktoś przestawia plastikowe pojemniczki to leci galopem i broni każdego zaschniętego na żółto łana. Ale Koteczka podkrada się chyłkiem, gdy Drapieżca śpi i wybiera co najsoczystsze żdźbła. No bo on i tak kosi jak leci, a koneserka byle czego jadac w końcu nie będzie…

Ciągle pada…

Ten wczesnoletni deszcz wcale się nie chce skończyć. Padało, pada, ma padać… 

Ale z niezrozumiałych przyczyn, Pionowi uparcie opuszczają ciepłe, suche mieszkanie, wychodzą na dwór i wracają cali przemoczeni. Futrzaści aż się otrząsają, kto to widział tak z własnej woli się moczyć? Z drugiej strony, Pionowi z własnej woli wskakują także do wanny pełnej wody i jeszcze puszczają sobie strumień ciepłej wody na głowę, więc może po prostu tak lubią. Chociaż zazwyczaj nie są zbyt zadowoleni, gdy wracają kapiąc deszczówką. Dziwne stwory, ci Pionowi… 

Poza tym, w tym nowym mieszkaniu zawsze słychać jak pada, po dachu, stuk i stuk i kap i kap i co to będzie, jak dach zacznie przeciekać? Lepiej się przygotować.