Ćwirek

Spokój, cisza, lenistwo, popołudnie pochmurne, niby pada, niby wieje, taki rozmamłany czwartek przed piątkiem trzynastego, kto może to śpi. Nagle:

„Ćwir!! Ćwir!! Ćwir!!”
Ledwie opierzony płowy wróbelek postanowił przekrzyczeć podchodzący do lądowania na niedalekiem lotnisku samolot.
„Ćwir!! Ćwir!! Ćwir!!!”
I calkiem ładnie mu to wychodziło. Nastroszony, rozwrzeszczany, tuż przed oknem podskakuje i pruje dziób aż miło.
„Ćwir!! Ćwir!! Ćwir!!!!!”
Zaspane futrzaste kłąby się rozkłębiły i nasłuchują. Puszysty Szelma krokiem leniwym wspiął się na parapet w mniejszym pokoju i łypie tu i tam ale jakoś wzrok mu się o płowego wróbelka nie zahacza. Rudy przyczłapał i zasiadł na środku mniejszego pokoju, ziewając przeraźliwie. A Koteczka…
Koteczka, jako jedyny prawdziwy były łowca opierzonych kąsków, jednym wężowym ruchem ześlizgnęła się z kanapy w dużym pokoju, dyrdem z brzuchem przy podłodze pokonała dwa metry do okna – drzwi na patio i zamarła jak bardzo, bardzo groźny posążek. I zaczęła kłapać. Bo płowy wróbelek jest tuż, tuż, gdyby nie ta szyba to na wyciągnięcie łapki i sus… 
„Ma-a-aa-aaaaa-a! Ma-a-a-a-aaa-a-aaa-a!”
„Ćwir!! Ćwir!! Ćwir!!”
Chłopcy porzucili mały pokój i zaczęli się z zainteresowaniem przyglądać. Szelma nawet łapkę wyciągnął i zaczął chyłkiem bawić się drgającym czubkiem szylkretowego ogonka. A wróbelek wreszcie się odwrócił, zauważył głodne ślepia i kłapiącą paszczę i śmignął w lewo. Szelma i Drapieżca oddalili się szybkim dyrdem…
„Ma-a-a-a-a…”
No nie, coś trzeba zamordować, może być i szczur.